Fundusze inwestycyjne w ankietach Droga donikąd?

Przeglądając strony poświęcone inwestowaniu na jednej z nich natknąłem się na sodę. Pytanie zadawane odwiedzającym tę witrynę brzmi:
Jaka inwestycja Twoim zdaniem może przynieść największy zysk?
Do wyboru mamy trzy odpowiedzi:

  • lokata bankowa,
  • fundusze inwestycyjne
  • akcje

Ktoś powie – sonda jak sonda, o co chodzi? Często przecież można znaleźć badania opinii publicznej prowadzone albo via strony www lub przez ośrodki badawcze, zawierające tego typu pytania. I rzeczywiście, dość często w wachlarzu dostępnych odpowiedzi mamy wymienione różne możliwości, w tym fundusze inwestycyjne. No problem jest i to fundamentalny. Bo jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Przecież fundusz to nie jest klasa aktywów, czy określony rynek! Fundusz to jedynie jeden ze sposobów korzystania z różnych możliwości inwestycyjnych. Zarówno tych bardziej ryzykownych (akcje, surowce, waluty itp.) jak i tych mniej (np. obligacje, depozyty, wierzytelności). Czyli najpierw decyduję (sam albo z doradcą) o tym czy chcę aby moje oszczędności pracowały dla mnie na rynku akcji, a dopiero później szukam rozwiązań dających mi taką możliwość. Mogę to robić indywidualnie, ale mogę korzystać z doradztwa oferowanego przez biuro maklerskie, czy zarządzania aktywami na zlecanie w przypadku wyższych sum pieniędzy. Mam do wyboru akcje, ale również produkty strukturyzowane, ubezpieczeniowe czy w końcu fundusze dające możliwość obecności na rynkach akcji.

Nie chodzi tu o peany na rzecz funduszy. Nie można jednak popełniać tak kardynalnych błędów przy komunikacji z szeroką rzeszą ludzi.

Przy pytaniu o to „jakie rozwiązanie uważasz za najbardziej ryzykowne: akcje, obligacje, forex, fundusze inwestycyjne” zadanym w badaniu prowadzonym przez jeden z ośrodków dwa razy więcej respondentów uważa że fundusze inwestycyjne są bardziej ryzykowne niż forex …

Jakie pytania takie odpowiedzi – chciałoby się powiedzieć. Rozumiem rzecz jasna, że takie może być postrzeganie rzeczywistości przez społeczeństwo, ale o tym decydenci raczej wiedzą.

Jak temu przeciwdziałać?

Wydaje się, że pierwszy krok to nie popełniać podstawowych, często po prostu głupich błędów. To też oczywiście pole do popisu dla szeroko pojętej branży. Sęk w tym, że podobne kwiatki znajdziemy zarówno w sondażach zlecanych przez instytucje, które nie muszą się znać na rzeczy, ale również przez duże banki zajmujące się dystrybucją funduszy. Często posiadające TFI we własnej grupie kapitałowej. Ten konkretny, przywołany powyżej pochodzi ze strony Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, która w swoich celach ma zapisane m.in. „upowszechnianie wiedzy o funduszach inwestycyjnych”. Ale tak konstruowane ankiety chyba raczej szkodzą, a nie pomagają. I bez takich przysług przy wydatnej „pomocy” polityków, zmiana mentalna dotycząca oszczędzania zajmie lata. Jeśli nie pokolenia.