List do uczestników funduszu – laurka czy źródło ważnych informacji?

Koniec sierpnia to tradycyjnie moment, w którym TFI muszą odkryć karty, publikując sprawozdania zarządzanych przez siebie funduszy. Z reguły, choć o dziwo cały czas nie jest to standardem, w pliku zawierającym sprawozdanie znajdziemy list do uczestników funduszu. To ten moment, kiedy osoby kierujące biznesem, w którym gromadzone są czasami wielomiliardowe aktywa Polaków, przemawiają do maluczkich. Od wielu lat zadaję sobie trud, by te listy przeczytać. Zapytasz po co? Jednym z powodów było ciągłe poszukiwanie elementów metodolgii jakościowej oceny funduszy, którą miałem przyjemność przygotować i wdrożyć w spółce Analizy Online w 2009 roku. Wróciłem do tego obecnie, próbując tworzyć fundament pod nową jakość w obszarze dystrybucji funduszy w Polsce.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że być może w niektórych przypadkach jestem jedną z maksymalnie 10 osób, które taki list czytają (poza autorem, inspektorem nadzoru, zarządem i może kimś z marketingu). Mam świadomość tego, że ograniczony zasięg tego dokumentu może mieć kluczowy wpływ na  przygotowywaną dwa razy w roku przez zarządy TFI treść. Wydaje się jednak, że skoro ten list już trzeba napisać, to przynajmniej powinien być on rzetelny. A niestety nie zawsze tak jest. Z reguły możemy przeczytać w nim o wynikach funduszu/subfunduszy, czasami o tym jak zachowywał się rynek właściwy dla danej strategii itp. Bezpieczny standard, który w jakimś sensie rozumiem. Ale są sytuacje, w których jako uczestnik funduszu powinienem jednak oczekiwać nieco więcej. Jedną z nich może być przypadek niewykupienia znajdujących się w portfelu obligacji przez ich emitenta, a na 30 czerwca mieliśmy kilka takich zdarzeń.

Być może znowu będę w mniejszości, ale nie oczekuję od zarządzającego, że będzie nieomylny. Zakładam raczej, że w przypadku zaistnienia problemu będę o tym poinformowany w każdy możliwy sposób.

Przykład który opisuję dotyczył funduszu, w którym tzw. default dotyczył w sumie 7% aktywów. Niemało jak na rozwiązanie komunikowane do sieci dystrybucji i klientów jako bezpieczne („Pieniężny” z nazwy). Rozumiem, że nie wszystko stracone, że może jednak zapłacą, że są jakieś zabezpieczenia itd. Fakt, te rzeczy częściowo zostały opisane w notach do sprawozdania. Ale nie każdy posiadacz jednostek wie, jak trudny i długotrwały potrafi być proces egzekucji należności z zabezpieczeń. Być może na ścieżce do ostatecznego sukcesu trzeba będzie jednak trzeba zachować ostrożnościowe podejście i zawiązać rezerwę na takie obligacje. Co z tego, że później uda się ją rozwiązać, skoro operacje te wpłyną na istotne zmiany wartości jednostki? Czy w tej sytuacji list do uczestników funduszu ma prawo wyglądać tak?

2015-09-25 listy do uczestników

Sielanka, prawda? Pozwoliłem sobie podkreślić fragment, który moim zdaniem wręcz wprowadza w błąd, szczególnie w zaistniałej sytuacji. Utożsamianie krótkiego terminu do wykupu z płynnością to nadużycie. Szczególnie gdy w portfelu ma się niewykupione obligacje. Cała ta sytuacja podważa zaufanie do tego TFI. A coraz szybciej zmieniającym się otoczeniu, zaufanie jest dobrem bezcennym.

 O zaufaniu, jako walucie przyszłości opowiadał podczas konferencji infoShare Michał Szafrański, prowadzący bloga „Jak oszczędzać pieniądze”.

To właśnie zaufanie może być może być jednym z filarów jakościowej oceny instytucji. Jego brak to taka łyżka dziegciu w beczce miodu, która całkowicie zasłoni dobre, a może nawet bardzo dobre wyniki tego i innych funduszy, oferowanych przez to towarzystwo.

Swoją drogą, domyślasz się jakie to TFI?

photo credit: Crap photo of a Lamy Joy pen via photopin (license)