Gdy rynek rzuca kłody pod nogi

mity na rynku funduszy

Trudny to czas dla osób związanych z produktami inwestycyjnymi. Z jednej strony są klienci, którzy nie dość, że z roku na rok są coraz lepiej „uproduktowieni”, to jeszcze często ich doświadczenia podpowiadają, by trzymać się od funduszy w bezpiecznej odległości. Z drugiej strony są modele wynagrodzeń i plany aktywności, zmuszające do ciągłego poszukiwania nowych klientów i nowych pieniędzy. Z trzeciej zaś mamy rynek, który kiedyś pomagał, a dziś rzuca kłody pod nogi. Pomagał np. w latach 2006-2007, gdy niemal każda inwestycja bez ustalonej z góry stopy zwrotu kończyła się zyskiem. Czasami – bardzo dużym. Doradca był jak młodszy brat Midasa – czego nie pokazał, to rosło. Jednak do dzisiejszej sytuacji bardziej pasuje parafraza znanego powiedzenia: „i Ty rynku przeciwko mnie?”. Bo dzisiejszy rynek co jakiś czas wywraca (lub przynajmniej srogo weryfikuje) niektóre prawdy objawione. Oto kilka przykładów, z konieczności w olbrzymim skrócie.

W długim terminie na akcjach zawsze się zarabia

W polskich warunkach pojęcie „długi termin” dorobiło się własnej, specyficznej definicji. Z reguły krył się za nim okres 5 lat, wykreowany przez działanie dwóch ścierających się sił: zdrowego rozsądku, nakazującego wydłużanie czasu inwestycji, i komfortu, pozwalającego przybliżyć czas zbierania owoców. Tymczasem okazuje się, że minimalny okres inwestycji w fundusze akcji, przy którym historycznie indeks giełdowy nie odnotował straty, to ponad 100 miesięcy. Zatem raczej 10 lat i to oczywiście bez gwarancji, że historia się powtórzy.

Polskie spółki będą rosły szybciej, niż te z rynków rozwiniętych

Brzmi logicznie, prawda? W końcu PKB naszego kraju rzeczywiście od wielu lat rośnie szybciej niż rozwiniętych gospodarek. Tymczasem w ostatnim roku amerykański rynek akcji urósł o 16,5%, niemiecki o 6,7%, a polski spadł o 2,5%. Że rok za krótko? To spójrzmy na okres 5 lat: amerykański wzrósł o 72%, niemiecki o  55%, polski o 14%. I żeby nie zanudzać – w 10-letnim nadal przegrywamy w tej minirywalizacji. Przekładając to na język funduszy, należałoby uwzględnić różnice kursowe, bo wyniki zagranicznych indeksów są wyrażone w ich walucie. Jednak wobec dostępności na polskim rynku funduszy z wbudowanym zabezpieczonym ryzykiem możemy przyjąć, że polski inwestor z rynków zagranicznych mógł wycisnąć kilka punktów procentowych mniej z uwagi na koszt zabezpieczenia owego ryzyka. To jednak nadal będzie więcej niż na polskich akcjach.

Akcje są bardziej ryzykowne więc przynoszą lepsze wyniki niż obligacje

Teza, że  akcje są bardziej ryzykowne, więc przynoszą lepsze wyniki niż obligacje, ma naprawdę silne podstawy, które znajdują potwierdzenie nie tylko w ekonomii. Na dowód jej słuszności możemy znaleźć mnóstwo opracowań i badań empirycznych prowadzonych przez wybitnych specjalistów i naukowców. Na pewno doktorów i profesorów, a może nawet noblistów. No a jak to się sprawdza w polskich warunkach? Ano – nie bardzo.

Jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnie 5 lat, to średnia stopa zwrotu z funduszy inwestujących w polskie akcje wyniosła +0,5%. Dla funduszy inwestujących w polskie obligacje analogiczny wynik to +4,5%.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy fundusze akcji straciły 0,6%, a obligacyjne zyskały 1,5%. 10-letni okres również daje przewagę funduszom operującym na rynku obligacji.

 

Mity na rynku funduszy są równie powszechne, jak opłaty. „Jak żyć?” chciałoby się powiedzieć. Ano nie jest łatwo, ale się da. Na początku trzeba niestety wyjść ze skorupy, przekroczyć strefę własnego komfortu, bo bez tego nic się nie uda. A później należy powoli zbudować fundament w postaci wiedzy. Bo dzięki niej każdy z opisanych wyżej przypadków da się wyjaśnić, co pozwoli podjąć nie zawsze zyskowne, ale na pewno racjonalne decyzje. Bez tego wpadamy w kolejne pułapki: obligacje lepsze niż akcje – inwestujmy w fundusze obligacji. Na szczycie. Skoro zagraniczne giełdy radzą sobie lepiej niż polska – inwestujmy na rynkach rozwiniętych. W najmniej dogodnym do tego momencie. Na rynku kapitałowym nie ma prostych recept. A chodzenie na skróty na dłuższą metę się nie opłaca.

photo credit: Level crossing via photopin (license)