W ostatnich tygodniach okazało się, że trzy towarzystwa funduszy inwestycyjnych będą musiały zmierzyć się ze zmianą szefów inwestycji. To ważne wydarzenie w biznesie zarządzania aktywami, które można przyrównać do zmiany kapitana na statku. Rzecz tym ważniejsza, że nadchodzące zmiany zarządzających dotkną bezpośrednio oszczędności Polaków o wartości 23,4 mld zł.

Informacja o tym kto stoi za sukcesem (albo porażką) danego funduszu inwestycyjnego to na rozwiniętych rynkach norma. Szczególnie gdy mamy do czynienia z aktywną polityką, w której ostateczny wynik funduszu zależy od decyzji konkretnych osób. Jeszcze ważniejszą informacją jest ta, która dotyczy głównego architekta inwestycyjnej polityki, czyli szefa inwestycji w danym TFI (CIO – chief investment officer). U nas z przydatną wiedzą o zarządzających bywa różnie, ale o CIO wiemy nieco więcej. Zwłaszcza, że bardzo często wchodzą oni w skład zarządu danej instytucji.

W ostatnich tygodniach okazało się, że zmiana kapitana dotknęła (dotknie) trzech TFI: BZ WBK TFI, TFI PZU oraz Skarbiec TFI. Trudno przecenić wagę tej informacji zważywszy na to, że to odpowiednio trzeci, szósty i czternasty gracz na rynku funduszy oferowanych szerokiej publiczności (na skróty nazwanych czasami „detalicznymi”). W sumie nadchodzące zmiany dotkną 23,4 mld zł aktywów, czyli 1/5 rynku (wyłączając wehikuły podatkowe).

Wewnętrzny awans w BZ WBK

Odejście Witolda Garstki to na pewno duża strata dla BZ WBK TFI. Jeden z lepszych zarządzających długiem w Polsce objął stery pionu inwestycji jesienią 2014 roku, przez jakiś czas łącząc funkcję CIO z zarządzaniem konkretnymi funduszami. W komunikacie TFI czytamy o tym, że do opuszczenia szeregów pracodawcy skłoniły go „przyczyny osobiste”. To dość pojemne określenie, za którym mogą się kryć bardzo różne ścieżki. Stery pionu zarządzania przejmuje od niego Szymon Borawski-Reks, związany z BZ WBK TFI od 13 lat, który od 2010 r. kierował zespołem rynku akcji.

Ta zmiana wpisuje się w pewną logikę, jaką możemy obserwować w kadrowych zmianach BZ WBK TFI. Polega ona na obsadzaniu wyższych stanowisk osobami z wewnątrz organizacji, w ramach wewnętrznego awansu. Oczywiście zmiany zawsze odcisną swoje piętno, szczególnie jeśli odejście dotyczy doświadczonych zarządzających. Jednak ta forma zdaje się być najlepszą z możliwych do zastosowania. I śledząc roszady kadrowe w BZ WBK TFI trudno się oprzeć wrażeniu, iż jest ona immanentną cechą polityki personalnej tego towarzystwa. A przewidywalność to jedna z cech funduszy, którą doradcy i klienci powinni sobie cenić najbardziej. Dlatego poza zwykłym monitorowaniem inwestycji, posiadacze funduszy Arka nie powinni się szczególnie niepokoić.

Łapanka w TFI PZU?

W zgoła odmiennej sytuacji zdaje się być TFI PZU. Warto przy tym pamiętać, że TFI PZU to ponad 7,7 mld zł aktywów zgromadzonych przez maluczkich, często w postaci produktów emerytalnych IKE, IKZE oraz pracowniczych programów emerytalnych.

Odejście Tomasza Stadnika z funkcji CIO to tylko jedna ze zmian personalnych, jakie dotknęła to TFI w tym roku. Zaczęło się chyba od odejścia Kamila Gaworeckiego, zarządzającego akcjami wiosną tego roku. Na początku czerwca Puls Biznesu napisał, że TFI ubezpieczyciela opuszczą Tomasz Stadnik (prezes zarządu i szef inwestycji), Łukasz Stelmasiak (zarządzający obligacjami) oraz Piotr Bień (dyrektor biura akcji). Dzień później okazało się, że decyzję o odejściu podjęło pierwszych dwóch a Bień wycofał wypowiedzenie i ostatecznie członkiem zarządu TFI. Jeżeli dziennikarskie doniesienia miały pokrycie w rzeczywistości, to nie jest to dobra informacja dla posiadaczy jednostek funduszy TFI PZU. Po pierwsze rezygnacja Stadnika i Stelmasiaka to na pewno duża wyrwa merytoryczna, szczególnie w obszarze zarządzania długiem. Po wtóre trudno się oprzeć wrażeniu, że nominacje do zarządu Piotra Bienia i Macieja Wlazło (dyrektora biura obligacji) to rodzaj ucieczki do przodu, która ma zażegnać na jakiś czas personalne roszady. Doświadczenie uczy, że skuteczność tej metody bywa ograniczona i raczej sprowadza się do „kupna” czasu przez decydentów. Choć to oczywiście nie przesądza wpływu na wyniki funduszy, szczególnie w krótkim okresie czasu. Ale w dłuższym skutki mogą być widoczne co powoduje, że warto zwiększyć wrażliwość na niepokojące zachowania poszczególnych funduszy tego TFI.

Dobra zmiana dotarła do Skarbca

Okazało się, że Tomasz Stadnik chce związać swoje losy z jednym z giełdowych towarzystw, czyli Skarbiec TFI. Od 1 września obejmie on funkcję wiceprezesa oraz dyrektora inwestycyjnego (CIO) odpowiedzialnego za departament zarządzania aktywami. Ze Skarbcem żegna się natomiast Piotr Kuba związany z tym towarzystwem przez 18 lat, z czego ostatnie 3 lata łącząc funkcję wiceprezesa i szefa inwestycji. Rotacja zarządzających wydaje się być prawdziwa zmorą tego TFI, które w ciągu ostatniego roku straciło kilku doświadczonych i utytułowanych zarządzających (Michał Cichosz, Tomasz Piotrowski, Olaf Pietrzak). Transfer Stadnika to bodaj jedna z lepszych (o ile nie najlepsza) zmiana personalna w TFI na przestrzeni ostatnich kilku lat. W tym przypadku warto pamiętać, że Skarbiec TFI należy do funduszu private eqiuty, który z natury ma policzalny horyzont inwestycyjny. Giełdowy debiut przypadał na czas, w którym TFI dzięki dobrym wynikom inwestycyjnym i premii za sukces w postaci zmiennego wynagrodzenia za zarządzanie osiągnęło wysokie zyski. Ewentualna sprzedaż pozostałej części akcji posiadanych przez inwestora finansowego wymaga nie tylko podbicia wyników, do rekordowego poziomu, ale również trwałej zmiany modelu działania spółki, która dzięki temu skusi potencjalnych nabywców. A Tomasz Stadnik wydaje się być do tego bardzo dobrym partnerem. Dlatego warto obserwować fundusze Skarbiec TFI by móc w odpowiednim czasie dołączyć do grona beneficjentów tej zmiany.

O zmianach zarządzajacych możesz przeczytać również w artykule: Zmiany zarządzających funduszem? Bądź czujny, ale bez paniki