Od 24 czerwca, czyli od dołka związanego z głosowaniem Brytyjczyków dotyczącym pozostania lub wyjścia ich kraju z unii europejskiej WIG wzrósł już o ponad 12%. I wiele wskazuje, że to nie musi być koniec wycieczki.

Politycy nie przeszkadzają

Ponieważ BREXIT zbiegł się w czasie z końcem roku szkolnego, wychodzi więc na to, że mamy wakacyjną hossę. Wakacje mają też politycy. Jeśli nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, to na pewno mamy przerwę w dostarczaniu złych wieści. Tak się składa, ze właśnie w czasie szkolnej przerwy poznaliśmy szczegóły dwóch operacji, które do tej pory straszyły inwestorów. Pierwsza z nich to ścieżka demontażu OFE, a druga – propozycja rozwiązania problemu kredytów walutowych. W obu przypadkach przedstawione ścieżki wyglądają lepiej niż zarysowane od momentu kampanii politycznej oczekiwania.

Na marginesie trudno mi się oprzeć wrażeniu, że w obu przypadkach mamy do czynienia z dość podobnym mechanizmem przekształcenia złej informacji w dobrą. Przynajmniej z punktu widzenia inwestorów. Pewnie znacie ten mechanizm – mi zdarza się go wykorzystać np. w domowych negocjacjach z naszym 7-latkiem:

– Skończ grać za 20 min.

– Nieee, chciałbym jeszcze pół godziny.

– Za 20 min.

– Ale dlaczego, przecież ktoś tam coś tam.

– OK, w takim razie skończ za 10 min.

– No dobra, skończę za 20 min.

Z OFE, z perspektywy posiadacza, ale też inwestora/ciułacza jak na razie jest podobnie. Zaanonsowano grabież z nacjonalizacją spółek, ale ostatecznie skubną nam tylko 1/4 i nacjonalizacji chyba nie będzie. Uffff, co za ulga ….

Inwestorzy indywidualni bez optymizmu

Od kilku lat Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych przeprowadza cotygodniowe badanie którego efektem jest Indeks Nastrojów Inwestorów. W badaniu każdorazowo uczestniczy małe kilkaset osób, więc statystycy pewnie będą podnosili wątpliwości co do reprezentatywności próbki. Jednak gdy porównamy wskazania INI z zachowaniem indeksu WIG nie będzie wątpliwości, że niezależnie od teoretycznych podstaw słabe nastroje korespondują ze wzrostem indeksów w kolejnych tygodniach (minima INI zaznaczone na czerwono).

Wprawdzie od ostatniego dołka upłynęło już trochę czasu, a przed indeksem zapora w postaci 49 tys. pkt (aktualną wartość indeksu możesz sprawdzić na www.biznesradar.pl), jednak jej pokonanie powinno otworzyć drogę dalszym wzrostom. Jeśli nie – nadmierny optymizm trzeba będzie schować do kieszeni.

indeks nastrojów inwestorów (INI) na tle WIG

Posiadacze funduszy bez akcji

Tegoroczne dane o decyzjach klientów towarzystw funduszy inwestycyjnych również ujawniają sceptycyzm w odniesieniu do rynków akcji. Tegoroczne skumulowane saldo wpłat i umorzeń do funduszy akcji wynosi blisko -2 mld zł, a dodatni bilans mogliśmy zaobserwować jedynie dwukrotnie – w marcu i lipcu. Saldo wpłat i umorzeń do funduszy akcji

Relatywnie małe znaczenie mają również fundusze akcji w strukturze aktywów zarządzanych przez TFI. Obecnie stanowią one 16%, choć w dobrych czasach wyraźnie przekraczają 20%. I nie mówię tu o szczycie hossy z 2007 roku bo wtedy co 3 złotówka trzymana przez Polaków w jednostkach funduszy znalazła swoje miejsce właśnie w funduszach akcji.

Reasumując wygląda na to, że mamy najlepsze warunki do inwestowania w akcje od wiosny 2015. Polityka stopniowo eliminuje lub ogranicza zbudowane wcześniej przeszkody, a nastroje wśród inwestorów pokazują, że niewielu z nich skorzystało z dotychczasowych zwyżek. Na dodatek koniunktura na zagranicznych rynkach ma się nieźle, a za kilka tygodni zacznie się w kalendarzu tradycyjnie najlepszy okres dla akcji. Oczywiście sceptycy znajdą zylion argumentów przeciwko ryzykownym funduszom. Jednak rzeczywistość jest taka, że aby korzystać z dobrodziejstwa tego rynku trzeba być choć w drobnej części optymistą i podejmować ryzyko nieco wbrew sobie, pozostając w pewnym dyskomforcie. Bo gdy nasze obawy spadną do minimum będzie to, jak uczy historia, najprawdopodobniej najgorszy czas do inwestowania w akcje.