Czytasz komentarze rynkowe? Oto 5 powodów byś przestał

Od dłuższego czasu nie mogę pojąć fenomenu zjawiska, które mieści się pod szerokim pojęciem „komentarze rynkowe”. Możemy je znaleźć wszędzie – w prasie, w korespondencji przesyłanej przez niektórych dystrybutorów, ale przede wszystkim – w najważniejszym medium naszych czasów – w internecie. Jednym słowem – jest tego mnóstwo.

„Bez wątpienia FED przywiązuje dużą wagę do rynku pracy i dlatego inwestorzy z uwagą będą śledzić comiesięczny raport BLS, który zostanie opublikowany w najbliższy piątek.”

Aby zapełnić tę przestrzeń, dzisiaj większość towarzystw funduszy inwestycyjnych mniej lub bardziej regularnie przygotowuje takie materiały. Różne są ich nazwy – czasami jest to komentarz zarządzającego, często są to komentarze rynkowe, bywa, że towarzyszy im etykieta podsumowania tygodnia/miesiąca. Większość tych materiałów wychodzi spod pióra samych zarządzających lub jest przez nich firmowana. Bywa, że materiały te są przygotowywane na zlecenie przez zewnętrzne instytucje, by nie odrywać od pracy cennego aktywa, jakim jest zarządzający. Zdarza się również, że TFI wykorzystują specjalnie zatrudnione w tym celu osoby. Ponieważ mam ten zaszczyt i przez 14 lat działalności spółki Analizy Online poznałem osobiście wiele osób przygotowujących komentarze rynkowe wiem, że to ludzie o bardzo solidnej, szerokiej wiedzy i bardzo często – nieszablonowym spojrzeniu na rynek. Tym bardziej się dziwię, gdy czytam teksty pod którymi się podpisują.

„Zgodnie z oczekiwaniami inwestorów Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) nie zmienił wysokości stóp procentowych, utrzymując je w przedziale 0,0-0,25%. Zmieniło się jednak nastawienie dotyczące możliwych podwyżek stóp – wykreślono z komunikatu słowa „cierpliwy” sugerujące, że ewentualne zmiany stóp będą następstwem analizy pozostałych danych z rynku amerykańskiego w tym stopy bezrobocia oraz poziomu inflacji – pozostającej obecnie na bardzo niskim poziomie wspieranym dodatkowo przez stosunkowo silnego dolara.”

Wygląda na to, że to część rynku, żyjąca swoim własnym życiem. Zapotrzebowanie na komentarze rynkowe generują media, oczekuje ich też sieć dystrybucji. Dlatego też TFI próbują temu zapotrzebowaniu sprostać. Z różnych powodów, ale głównie po to by być obecnym – w gazecie, w telewizji, w świadomości doradców i pracowników sieci dystrybucji. To, że pojawiają się tam z treścią daleką od ideału – nie ma większego znaczenia. Zawsze można się schować za plecami KNF, który jakoby nieprzychylnym okiem patrzy na precyzyjnie sformułowane oczekiwania, czy wręcz sugestie.

Tytułowe 5 powodów, dla których powinieneś omijać komentarze rynkowe szerokim łukiem to:

  1. opisują skomplikowane zjawiska, z których prawdopodobnie i tak nie zrobisz użytku przy własnych inwestycjach
  2. są pisane fachowym przez co trudnym językiem, więc sprawiają kłopot lubiącym czytać ze zrozumieniem
  3. często dotyczą tego co było, rzadko dając rzeczowe wskazówki na przyszłość
  4. bywa że są publikowane zbyt późno (znam instytucje publikujące komentarze podsumowujące miniony miesiąc 3 tygodnie po jego zakończeniu)
  5. nie bardzo wiadomo dla kogo są przygotowywane, więc niekoniecznie jesteś ich adresatem
„Spokój na rynkach rozwiniętych nie dotyczył Rynków Wschodzących. Ceny spadły tam średnio o 4,2%, spadki w lokalnych walutach było widać prawie wszędzie (Brazylia -6%, Rosja -5%, Chiny -2,5%). Z dużych rynków wyjątkiem były tu Indie (+3%). Od początku roku prowadzą Chiny i Rosja (ok +15%), a na końcu są Brazylia (+5%) i Indie (+1%). Licząc, porównywalnie w USD, wynik w kwietniu był podobny, z wyjątkiem Brazylii, która spadła o 11%.”

Oczywiście bywają wyjątki. Dość łatwo je wyłapać, bo z reguły nie są przegadane i na końcu zawierają prostą sugestię mówiącą o tym co dalej – jakie są oczekiwania autora odnośnie dalszego zachowania rynku akcji bądź obligacji. Warto poświęcić czas na wyszukanie tych perełek. Jeżeli już na nie natrafiłeś/-łaś – możesz podzielić się swoimi odkryciami w komentarzach.