Zagraniczni zarządzający o Polsce: stoję i patrzę

zagraniczni zarządzający

Wprawdzie w kontekście Polski nie mówi się już dziś o zielonej wyspie, jednak przy okazji publikacji kolejnych danych z gospodarki możemy usłyszeć wypowiadane w różny sposób słowa „jest dobrze”. Mamy solidny wzrost gospodarczy, malejące bezrobocie, niskie stopy procentowe oraz perspektywę kolejnej puli unijnych środków do wydania. Niemal każdy, kto zetknął się w ostatnim czasie z rynkiem akcji doświadcza dysonansu. No bo skoro jest tak dobrze (w gospodarce) to dlaczego jest tak źle (na giełdzie)? Wystarczy rzut oka na garść danych by z łatwością zauważyć, że nasi zarządzający coraz chętniej inwestują poza Polską, a klienci z powodu lepszych wyników pompują pieniądze do funduszy podstawianych przez spółki matki naszych TFI. Do tego okazuje się, że dobrym danym makro nie ulegają również zagraniczni zarządzający.

Taki wniosek płynie z danych na temat decyzji około 80 zarządzających zagranicznymi funduszami z 60 firm asset management, którzy w swoim spektrum inwestycyjnym mają również polskie spółki. Okazuje się, że od kilku miesięcy udział Polski w ich aktywach nieznacznie przekracza 16%, podczas gdy modelowa struktura portfela sugerowałaby angażowanie w polskie spółki 1/5 aktywów. Tylko uzupełnienie tego niedoboru wiązałoby się ze skierowaniem do polski solidnego strumienia gotówki (ok 1,5 mld zł w przypadku opisywanych funduszy).

decyzje zagranicznych zarządzajacych

Marnym pocieszeniem dla polskich inwestorów może być to, że bardziej nielubianym obszarem geograficznym pozostaje Rosja, gdzie niedoważenie sięga 10 punktów procentowych. Zagraniczni zarządzający niespecjalnie lubią również spółki z Turcji i Grecji. Jak widzicie pojawiamy się w zaiste doborowym towarzystwie … Gdy porównamy dane z ostatnich 6 miesięcy to okaże się, że ta swoista luka powiększa się jedynie w odniesieniu do aktywów polskich i tureckich. W przypadku spółek z Rosji niedobór wyraźnie słabnie (z -11,5% do -9,5%) a w przypadku Grecji w zasadzie nie ulega zmianie.

decyzje zagranicznych zarządzajacych

Co ciekawe, mimo niedoważenia Polska pozostaje krajem obecnym w portfelu największej liczby funduszy. Czyli mamy relatywnie wielu „fanów”, ale nie chcą oni na nas postawić wystarczająco dużych pieniędzy. Być może pewną jaskółką zwiastującą lepsze czasy dla GPW jesienią i zimą może być wyraźny wzrost udziału zarządzających, którzy więcej polskich spółek kupują, niźli sprzedają. W miesiącach letnich ten odsetek szorował pod dnie, a ostatnio wyraźnie wzrósł o 10 punktów procentowych (z 36% do 46%). Zatem wprawdzie mamy więcej chętnych, ale znowu – z mniejszymi kwotami. Życia zagranicznym zarządzającym nie ułatwiają ich klienci, którzy wyraźnie więcej środków wycofują, niż wpłacają. Choć nie widać w tym oznak paniki. To raczej powolny wyciek. W sumie pasujący do obrazka, który widzimy na GPW.

Oczywiście perspektywa inwestorów zagranicznych w Polsce jest nieco bardziej złożona. Muszą oni uwzględniać w swoich decyzjach relacje walutowe, płynność poszczególnych spółek, czy reprezentowane przez nie branże. Jednak w prawdziwie dobrych czasach, elementy te nie stanowiły istotnej bariery. Nie od dziś wiadomo, że inwestorzy kochają dynamikę. Utrzymywanie dobrych wyników przez spółki, czy wzrostu gospodarczego na stałym poziomie nie jest wystarczająco dobre. Prawdziwym problemem może być zatem to, że zagraniczni zarządzający nie bardzo widzą dziś argumenty za tym, by wzrost gospodarczy w Polsce przyspieszył z obecnych 3%+ np do 5%. Dlatego ich ocena sytuacji gospodarczej jest daleka od zachwytów słyszanych z administracyjno-rządowych kręgów, po publikacji kolejnych danych.

Serdeczne podziękowania dla Konrada Kotowskiego za pomoc w przygotowaniu tego tekstu

photo credit: Coast Guard via photopin (license)